Data :

Rtęć to jeden z najbardziej toksycznych dla organizmów żywych pierwiastek. Niszczy błonę komórkową i odkłada się w tkankach i organach, uszkadzając ich funkcjonowanie.  W rezultacie kontaktu z rtęcią, w zależności od jej postaci i czasu narażenia, może dojść do zatrucia ostrego lub przewlekłego. Wysokie poziomy rtęci w organizmie to ryzyko rozwoju szeregu chorób.

 „Żywe srebro” to nietypowy metal – jako jedyny ma formę ciekłą w pokojowej temperaturze, ale może też występować w postaci oparów.  Jednocześnie rtęć to także pierwiastek, który w środowisku występuje powszechnie, ponieważ jest m.in. składnikiem skał pokrywy ziemskiej – człowiek od zarania dziejów styka się z nią za pośrednictwem powietrza, wody i gleby. Średnie stężenie tego pierwiastka w atmosferze ziemskiej mieści się w granicach od 1,2 ng/m3 (nad pewnymi partiami Atlantyku) do 4,0 ng/m3 nad uprzemysłowionymi obszarami Europy Zachodniej. Naturalne stężenie rtęci w powierzchniowych warstwach gleb waha się w granicach od 0,05 do 0,3 ppm.

Rtęć w żywności

O ile rtęć elementarna najczęściej dostaje się do organizmu człowieka przez drogi oddechowe, to jej związki organiczne – w drodze pokarmowej. WHO szacuje, że właśnie z pożywieniem dostaje się niemal 100 proc. związków organicznych rtęci. Ich źródłem są najczęściej ryby i owoce morza, a w znacznie mniejszym stopniu inne zwierzęta i rośliny.

Prawdopodobnie dzieje się tak dlatego, że to wody są najbardziej zanieczyszczone rtęcią, a mikroorganizmy obecne w wodach (jeziorach, oceanach, rzekach) przekształcają rtęć elementarną w procesie metylacji w tzw. metylortęć, najbardziej toksyczną postać chemiczną rtęci. W tej postaci pobierają ją żyjące w wodzie organizmy wyższe, które z kolei trafiają na nasz stół. W związku z tym zagrożeniem Komisja Europejska zaleciła w lipcu tego roku, by państwa członkowskie prowadziły monitoring zawartości rtęci w rybach, mięczakach i skorupiakach. Pomiary wykonywane w kolejnych latach mają pokazać realne narażenie konsumentów w Europie na rtęć pochodzącą z ryb i owoców morza.  Niezależnie od tego, przepisy europejskie przewidują dopuszczalne poziomy rtęci zarówno w żywności, jak i środowisku pracy, na przykład dopuszczalne stężenie Hg w rybach i owocach morza wynosi od 0,5 do 1,0 mg/kg świeżej masy.

Toksyczność tego metalu w dużej mierze zależy zarówno od jego ilości i formy chemicznej, jak i czasu ekspozycji. Tworzy on z różnymi pierwiastkami i związkami związki nieorganiczne oraz metaloorganiczne, które mogą być szkodliwe dla człowieka. I tak na przykład używana choćby w starych plombach amalgamatowych rtęć elementarna jest zdecydowanie mniej toksyczna od tzw. rtęci nieorganicznej czy metylortęci.

Rtęć w środowisku pracy

Na zatrucie tym pierwiastkiem narażeni są ludzie zatrudnieni przy produkcji urządzeń elektrycznych, części samochodów, konstrukcji i materiałów budowlanych, a także w przemyśle chemicznym. Najczęściej wchłaniają rtęć w postaci oparów poprzez układ oddechowy. Absorbcja w ten sposób wysokich stężeń par rtęci może prowadzić nawet do ostrego zatrucia; przewlekłe narażenie prowadzić może do drżeń mięśni, zaburzeń depresyjnych i, stanów lękowych, nadmiernego pobudzenia, kłopotów z pamięcią.

Niepokojące wyniki przyniosły badania zespołu prof. Jana Lubińskiego z Międzynarodowego Centrum Nowotworów Dziedzicznych Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. Wykazały, że u 5 proc. badanych kobiet i aż u 65 proc. mężczyzn poziomy rtęci w organizmie były nadmierne.

– Trudno jednoznacznie stwierdzić, dlaczego aż 65 proc. mężczyzn w Polsce jest zatrutych rtęcią. Może to wynikać z ekspozycji zawodowej oraz środowiskowej – mówił prof. Lubiński Serwisowi Zdrowie po upublicznieniu rezultatów badań.

Jakie leczenie w przypadku zatrucia rtęcią?

Zawsze należy udać się do lekarza. Rtęć wpływa niemal na każdy układ w naszym organizmie, objawy mogą być więc różnorodne – biegunki, wymioty, zaburzenia oddychania, drżenie całego ciała, problemy z pamięcią, pobudzenie, arytmia itd.

Największa dopuszczalna zawartość rtęci w organizmie ludzkim wynosi 0,04 mg/kg masy ciała, w moczu nie może być wyższa niż 100 μg/l.

Jak wskazują autorki artykułu poglądowego „Wpływ związków rtęci na organizm człowieka” zamieszczonego w Farmacji Polskiej w 2016 roku, do oceny ekspozycji na rtęć wykorzystywane są badania stężenia tego pierwiastka w różnych materiałach biologicznych, w tym krwi, moczu i włosach. W razie stwierdzenia nadmiernych stężeń, zależności od tego, z jaką postacią rtęci mamy do czynienia, stosuje się odmienne leki. Na przykład w leczeniu zatrucia nieorganicznymi związkami rtęci konieczne jest natychmiastowe płukanie żołądka oraz m.in. podanie węgla zawierającego węgiel aktywny. Inne jest postępowanie w przypadku zatrucia organicznymi związkami rtęci – w skrajnych przypadkach może być konieczna hemodializa.

Kiedyś rtęć była stosowana powszechnie w termometrach (obecnie jest to zakazane). W efekcie do szpitali trafiało relatywnie dużo pacjentów (zwłaszcza dzieci), którzy połknęli „srebrne kuleczki” z rozbitego termometru. Postępowanie w takim przypadku polegało przede wszystkim… na monitorowaniu wydalania rtęci.

„Jednorazowe połknięcie rtęci metalicznej z termometru lekarskiego nie stanowi żadnego zagrożenia toksykologicznego i nie wywołuje objawów zatrucia. Rtęć metaliczna praktycznie nie wchłania się z przewodu pokarmowego i w całości ulega wydaleniu ze stolcem. Badania na zwierzętach wskazują, że wchłanianie ze zdrowego przewodu pokarmowego kształtuje się na poziomie <0,01 proc. Prowokowanie wymiotów i płukanie żołądka jest w takiej sytuacji przeciwwskazane, ponieważ ewentualne zachłyśnięcie może doprowadzić do rozwoju chemicznego zapalenia płuc oraz zdeponowania rtęci w pęcherzykach płucnych, co z kolei naraża na bardzo toksyczne opary rtęci” – czytamy w artykule dr Magdaleny Łukasik-Głębocka z Zakładu Medycyny Ratunkowej, Pracowni Toksykologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu zamieszczonym na portalu Medycyna Praktyczna.

Źródło: zdrowie.pap.pl/Justyna Wojteczek